Wrześniowe Summa Summarum

by - września 26, 2020


Dawno nie było Summa Summarum, co? To skoro dawno nie było to dzisiaj będzie idealna okazja, aby to zmienić! Jeżeli wychodzicie z tego samego założenia, zostańcie ze mną przez kolejne kilka minut - poopowiadam wam trochę o (dawno już minionych) wakacjach, powrocie do placówek edukacyjnych w dobie koronawirusa (jak się kiedyś dorobię dzieci to odeśle ich do tego wpisu) oraz pośmiernym życiu zwierząt i moim wegetarianizmie. Podzielę się też wieloma polecajkami. O, a w temacie Peppy - najukochańszy pies na świecie miał niedawno "urodziny"! 😍


Naprawdę nie wiem, dlaczego przez pierwszą połowę wakacji narzekałam, że nudno, a przede mną najgorsze dwa miesiące ever. Dobra, może i miałam kilka powodów, bo strasznie przybił mnie fakt zostania w domu (co z perspektywy czasu chyba okazało się słuszne, patrząc na ilość przypadków w rejonie Tatr, jednak nie wirus był powodem zmiany planów). Całe szczęście w międzyczasie się ogarnęłam, tak mniej więcej wtedy, gdy od rozpoczęcia roku szkolnego dzieliło nas dwa tygodnie. Teraz znowu mi wróciła chętka na wypad w góry albo gdziekolwiek indziej, byle daleko od domu.

Egzaminy - obliczyłam, że jeśli będę miała oceny zbliżone do zeszłorocznych to mogę liczyć na wystarczającą ilość punktów do liceum. Do tego, które chcę wybrać w tamtym roku trzeba było mieć minimum 130. Kurcze, ale nie będziemy tu rozmawiać o szkole - dzisiaj sobota, a do tego o moich planach na przyszłość powstanie osobny tekst. Jeju, z pewnością chcecie myśleć o wszystkim, byle nie nauce, a ja wam tego nie ułatwiam... Sorry!

Dobra, zatem wracając do kalendarium września; w drugim tygodniu nauki dopadł mnie jakiś wirus. Spokojnie, nie mam na myśli tego wirusa, o którym właśnie pomyśleliście. Jako ciekawostkę mogę wam powiedzieć, że w momencie gdy ten wpis powstaje mamy właśnie 9 września, a ja leżę sobie pod kołderką, podczas gdy moja klasa jest w... miało nie być o szkole! A z kolei, kiedy robię poprawki (i dopisuje trzy czwarte treści) mamy już 25 września, czyli bardzo ważny dzień!

... bo właśnie 25-ego września Peppa jest solenizantką, ja trochę też, gdyż minęło 5 lat, odkąd zobaczyłam ten rudy kłębek sierści. Pewnie jesteście ciekawi prezentu, jaki dostała. Z tym, że jestem zwolenniczką poglądu, aby każdy dzień z psem był świętem, nie tylko urodziny, dzień psa, dziecka itd. Psie życie jest krótkie - tym bardziej przykre jest dla mnie, gdy widzę, że część z nich spędza je na łańcuchu albo z umiarkowanie obdarzonych inteligencją przewodnikami_czkami. Chyba nie muszę wam tego mówić, ale starajcie się o fajne życie dla tych waszych podopiecznych, bo potem (gdy już ich "nie będzie") możecie żałować.


Coś o tym wiem, bo trzy lata temu pożegnałam psa mojej babci - Krecika. Znaliśmy się, odkąd byłam mała. Nie byłam dla niego najlepsza, właściwie to nawet nie próbowałam, a teraz mam nawet takie wrażenie, że przez Peppę go zaniedbałam. Wiem, że cierpiał. Weterynarz powiedział, że jest już za późno na pomoc. Nie wiem czemu nie zalecił eutanazji, teraz Peppa jest zapisana do innej przychodni.

Jestem ciekawa waszych przemyśleń odnośnie życia pośmiertnego zwierząt. Osobiście wierzę w Boga, ale jakoś nie przekonuje mnie wizja, że zwierzęta nie mogą pójść do Nieba. Zwłaszcza wspomniane wyżej psy, które nie doświadczyły miłości ziemskiej, żyjąc w badziewiastych warunkach. I nie tylko psy, w sumie. bo również tzw. zwierzęta hodowlane (brutalna nazwa, nie lubię jej), które żyją w równie skandalicznych miejscach, służą ludziom, a na koniec są zjadane. I co, że niby potem nie mają już nic? Wierzę, że jeśli istnieje to Bóg jest mądry i miłosierny, a miłosierdzie nie dotyczy jedynie rasy ludzkiej, bo zwierzęta też na nie zasługują. Tęczowy most - w to zaś nie wierzę ani trochę.

Usłyszałam kiedyś taki cytat, acz nie wiem kto jest autorem_ką tych słów:

Jeśli w niebie nie ma psów, to po śmierci chce iść tam, gdzie idą one.

Ja mogłabym żyć bez psa w domu, serio (czuje się jak wyrodna psia matka). Tylko jestem fanką równości między zwierzętami, a ludźmi, bo obecnie pierwsi wymienieni zostali zdominowani przez nasz gatunek. To też nie tak, że ja mam coś do osób, które jedzą mięso, luz. Nie jestem tą psychiczną wegetarianką, która pragnie nawrócić cały naród - nie. Wyżej zapisałam moje poglądy - powtarzam po raz setny: wasze mogą być inne, choć zachęcam do przemyślenia tematu. 

I tu przechodzimy do kolejnej rocznicy, która miała miejsce we wrześniu - a jakże, mowa o moim byciu wegetarianką. Czasami pytacie jak przyjęła to moja rodzina; co do rodziców, mama gorzej, ale się pogodziła, bo przecież to już nie ten wiek, że zblenduje pożądaną substancje, aby dostarczyć mi wszystkich potrzebnych wartości odżywczych. Babcie też na luzie; jak jestem w okolicy to nawet zmieniają nawyki, bo one wege nie są. Za to dziadek pozytywnie mnie zaskoczył, bo powiedział, że mięso wcale nie jest takie zdrowe, jak się niektórym wydaje. Małymi kroczkami się da! Serio, ci sami ludzie kilka lat temu mówili o mnie, że jak tak dalej pójdzie (czyli jak nadal będę wżerała mięcho na potęgę) to mi wysiądzie wątroba. Tak się martwili, więc postanowiłam to ukrócić i obecnie mam mniejsze szanse. Ups. Mimo wszystko i tak czasami narzekają, jednak ja nie żałuje zamiany kotletów schabowych na sojowe. Serio, są mega smaczne!


Polecajki

Kurcze, szkoda by było gdyby ta rubryka świeciła pustkami, gdyż teraz jak raz nic wartego uwagi nie przychodzi mi na myśl. No może oprócz...

8 faktów o Peppie, których na pewno nie znaliście! - pierwszy wrześniowy post. Jak sama nazwa mówi, klikając w link, a później czytając treść, lepiej poznacie Peppę. Dużo mówię tu o jej problemach, a chciałabym, żebyście mieli okazję poznać ją od tej "lepszej" strony. W rzeczonym wpisie dowiecie się o różnych jej zachowaniach, które nie do końca potrafię wyjaśnić oraz m.in. czy jest, czy nie jest wykastrowana i skąd taka decyzja.

PSIARZ CZYTA: tytuły, które powinniście znać (część 1) - nie tak dawno na naszym Instagramie zrobiłam ankietę, gdzie pytałam jakie treści na naszej stronie www was interesują - wśród nich znalazły się tematy książkowe, a więc przychodzę z odsiedzą. Klikając w niebieski tytuł przeniesiecie się do spisu 6 ekstra pozycji, które powinny znaleźć się na waszej liście do przeczytania. Mam nadzieję, że macie takie listy - warto!


Dobra, promocja swoich wpisów promocją swoich wpisów. Teraz przypomniała mi się jeszcze jedna super transmisja na żywo - naprawdę warto się zapoznać. Jest dostępna na profilu Kasi Koczułap. Mowa tu o rozmowie z Charkiem, dotyczącą transpłciowości. Uważam, że strasznym jest życie takich osób w tym kraju. Nie wyobrażam sobie czuć lęku przed wyjściem do ludzi, którzy w każdej chwili mogą uznać mnie za "nieodpowiednią", "niepasującą" do ich społeczeństwa i prześladować. Przez co? Przez to, że jestem sobą i zależy mi na czuciu się dobrze we własnym ciele. Masakra, nie potrafię sobie wyobrazić co może kierować takimi ludźmi (w sensie tymi dyskryminatorami)... Wywiad do wysłuchania tutaj (na Instagramie). Bardzo pomaga zrozumieć osoby, które przy narodzinach przypisano do innej płci, niż ta z którą się utożsamiają, bo to normalne człowieki są!

O, brałam jeszcze udział w #WyzwanieKFS - w tym kierunku też leci okejka. Można popisać się kreatywnością, co z pewnością zostanie docenione masą lajków, ha! Niestety kolejne wyzwanie dopiero wiosną, przynajmniej tak mi się wydaje (było w ten sposób rok temu), ale raz w tygodniu @kobiecafotoszkola organizuje też #InstaWtorek - dzień, kiedy wstawiamy na Insta zdjęcie na zapodany w newsletterze temat.
Moje podejście zobaczycie, klikając w następujące odnośniki: dzień 1, dzień 2, dzień 3, dzień 4. Kolejno tematy: twoja specjalność, autoportret/selfie, buduj społeczność, spójność i kolory.

Jakiś czas temu wspominałam wam też o książce pt. "Dziennik Cwaniaczka". Lubię jej humor wywołany często spojrzeniem na świat z perspektywy nastolatka, z resztą w moim wieku. Kiedy byłam chora obejrzałam pierwszą część ekranizacji - gustuje w komediach, a ta jest równie śmieszna, jak wydanie papierowe, więc na poprawę nastroju polecam obejrzeć. Ja w przypływie chwili wezmę się za pozostałe filmy z tego cyklu.

A skoro już mowa o filmach to po raz drugi obejrzałam "Gwiezdne wojny. Skywalker. Odrodzenie". W odróżnieniu od wielu osób mam dobre zdanie na ten temat, ale tempo akcji jest trochę mordercze. Jestem też bardzo ciekawa wątku z końca przedostatniej części - tego z dziećmi, które znalazły pierścień Jedi czy co to tam było. Wierzę, jednak głęboko, że będzie taka sytuacja, jak z "Przebudzeniem mocy", które powstało wiele lat po "Powrocie Jedi".


Spoilery

Tu z kolei mam coś dla was! Już niebawem na naszym Instagramie pokaże wam mój Bullet Journal na październik, a wiem, że wśród was jest wiele zainteresowanych tą tematyką, więc jeśli jeszcze nas nie obserwujecie to może to odpowiedni moment. Do zrobienia moich rozkładówek wykorzystuje rzeczy, jakie na 100 procent każdy_a z was ma w domu! Czarny cienkopis (najtańszy, mój ulubiony - Stabilo Point) plus kolorowe markery czy flamastry (ja skorzystałam z brushpenów Pentel Touch, również ogólnoostępnych, bo jakiś czas temu można było dostać je w Biedrze; kolor czarny oraz jasny niebieski). Wyjątkowo użyłam też naklejek PupiBuJo, które dostałam w prezencie od Agnieszki z PupiLu. Napiszę wam czy mi się sprawdziły.

Jeszcze jedno: pisałam to już kilka razy, lecz nie zawadzi wspomnieć o tym raz jeszcze; jest dla mnie SUPER ważna jakakolwiek reakcja pod postami na blogu. Powód? Od jakiegoś czasu nie jest tu regularnie, więc naturalną koleją rzeczy jest spadek wyświetleń tekstów. Zarzućmy przykładem: nasze wpisy w kwietniu widziało ponad 200 osób, zaś te ostatnio publikowane (z racji wakacyjnej przerwy) widzi... 10 razy mniej. Chcę wiedzieć czy te 20, ewentualnie 20-kilka osób są realnymi odbiorcami.


Takiego długiego podsumowania jeszcze chyba nie było! Hehe, sami możecie sprawdzić, czytając pozostałe wpisy z tej serii - jeżeli nadal macie chwilę wolnego czasu (choć wydaje mi się, że na dziś nadszarpnęłam wam go i tak za dużo) to w celu przeczytania więcej Summa Summarum zajrzyjcie tutaj. To ja wam życzę miłego października!

Najlepsza rzecz jaka się wam w tym miesiącu przydarzyła to... Pochwalcie się jak spędziliście wrzesień oraz jakie plany macie na październik! Może odniesiecie się również do któregoś z tematów, które poruszyłam w dzisiejszej publikacji? Czekam na komentarze z niecierpliwością, odpisuje z miłością!  🤣

Podobne teksty

5 komentarze

  1. Przeczytane 💪, zgadzam się z twoimi poglądami mi też w tym miesiącu minęła rocznica zostania wegetarianką!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki - super, że mimo tylu słów dotarłaś do końca! ❤ A co do wege to życzę jeszcze wielu lat w tym stanie, jeżeli nie będzie przeciwskazań!

      Usuń
  2. Ty wróciłaś do pisania bloga, czas i na mnie! Smells like adventure trochę mi się zakurzyło, trzeba wziąć się do roboty. Czekam na jakieś wpisy o bujo w twoim wykonaniu, bo zdecydowanie za nimi przepadam :D Co do wegetarianizmu, to już ci mówiłam, ale pochwalę się oficjalnie, skoro to w tematyce tekstu - od sześciu dni (wow, już zaraz tydzień!) jestem wege <3

    OdpowiedzUsuń
  3. Super ����

    OdpowiedzUsuń
  4. Co do wegetarianizmu, temat ten chodzi za mną od dłuższego czasu.. Szczerze powiedziawszy na co dzień jakoś nie jem go dużo, bo na przykład szynka do kanapek mogłaby dla mnie nie istnieć. Myślałam nad przejściem na wegetarianizm, ale pozostaje jeszcze kwestia organizacyjna, bo partner z kolei je mięso i nie zamierza z tego rezygnować, co oczywiście szanuje, ale w takim wypadku nie pozostaje nam nic innego jak gotowanie dwóch różnych obiadów 🙈 Teraz, kiedy pracujemy po siedem dni w tygodniu po nawet 11 godzin, byłoby to spore wyzwanie.. Pracując w chłodni, w zakładzie mięsnym nie raz widziałam jak przywożą kolejną dostawę zwierząt na ubój, głównie świnie i krowy. To muczenie, kiedy za chwile zapanuje kompletna cisza i rozpocznie się kolejno proces ćwiartowania mięsa, żeby mógł trafić do nas na produkcję a potem do sklepów..

    Jeśli chodzi o pośmiertny los zwierząt, sama do końca nie wiem jak to określić. Nie jestem wierząca, nie wierze w Boga i najbliżej mi chyba do przekonania, że po śmierci po prostu nic nie ma. Już nic nie istnieje, nic sie nie czuje.. W każdym razie to trudny temat i sama jestem jeszcze na etapie szukania własnego zdania..

    OdpowiedzUsuń

Dla każdego internetowego twórcy komentarze są motywacją do dalszego działania, dlatego jeśli chcecie zakomunikować mi, że robię coś dobrze napiszcie mi kilka słów!