Natalia

Witaj drogi czytelniku!
Skoro znalazłeś się w zakładce - Natalia to wiesz już raczej jak się nazywam. Właściwie to cieszę się, że chciałeś się czegoś o mnie dowiedzieć. Jak coś, to ja również lubię poznawać moich czytelników! Zatem, nie obrażę się jeżeli podzielisz się ze mną, kilkoma słowami o tobie. 


Moje zdjęcie - jedno z nielicznych. Nie lubię robić sobie selfie. Po prostu.

Jestem (nienawidzę zaczynać opisu tym słowem, ale jakoś żadne inne słowo mi tutaj nie pasuję) jednym z prawie siedmiu miliardów człowieczków na tym świecie. Znaczy obstawiam, że jeśli o to chodzi to raczej się domyślasz, że nie należę do populacji kosmitów lub innych ufoludków, w których właściwie nie wierzę. A propos kosmosu, to nie jestem wielką fanką przyrody. Chcąc, nie chcąc jednak - muszę pobierać nauki związane z tym przedmiotem. I nic na to nie poradzę. Za to nieźle idzie mi historia. 
Co do szkoły - właściwie to wyniki mam przeciętne, chociaż w tej kwestii to jestem z siebie zadowolona. Póki (mimo wady wzroku) dostrzegam na swoim świadectwie czerwony pasek, nie mam na co narzekać.
Nie lubię się uczyć, ale polski system edukacji niejednokrotnie do tego skłania. W sumie, to muszę się uczyć, bo bez tego na ukochane studia się raczej nie dostanę. Właściwie to najpierw przydałoby się zdać maturę, w co szczerze wątpię, oraz skończyć podstawówkę. Mój ukochany kierunek to nieodłącznie weterynarz i psi dietetyk. Chciałabym również prowadzić dom tymczasowy, dla psów i kotów niepełnosprawnych. W przyszłości marzy mi się drewniany domek w górach, na odludziu. 
Ale to tylko skromne plany. Skąd mam wiedzieć, co przyniesie mi los?
Poza szkołą jestem zapaloną fanką Gwiezdnych Wojen (bardzo ubolewam nad zakończeniem tej produkcji, po 42 latach), bujowania, chociaż nie mogę cieszyć się długoletnim doświadczeniem oraz czytania dobrych, tylko i wyłącznie dobrych - książek. Lubię też od czasu, do czasu odezwać się do was. Moją ukochaną platformą jest blog. Od czasu, do czasu obejrzę też jakiś kabaret. Najczęściej sięgam po skecze Smile'a. Staram się być optymistką, chociaż czasem nie mogę powstrzymać pesymizmu. Ostatecznie mogę ochrzcić się mianem marzycielki - realistki. Jest w ogóle coś takiego? 
Moją namiętną pasją są nieodłącznie psy i wszystko co z nimi związane. Kiedyś, w tym moim domku w górach będę mieć kilkoro przedstawicieli, mojej najukochańszej rasy, jaką jest Border Collie. Pekińczyków nie trawię, ale pies to była niespodzianka i nie miałam nic do gadania. Ale może to i lepiej?   
Ogólnie zbytnio nie darze sympatią psów, ras brachycefalicznych. Wszelakie buldogi, szpice (chociaż Shibę mogłabym przemyśleć), maltańczyki - nie są dla mnie. Nie przepadam również za wieloma terrierami, ze względu na ich temperament, pinczery i sznaucery również nie są moją bajką. Oprócz tego nie chciałabym wejść w posiadanie jakiegokolwiek posokowca czy też charta. 
Ubóstwiam za to wszystkie owczarki i psy pasterskie, z Borderkami na czele oraz jamniki i większość wyżłów. Jeśli chodzi o kundelki to mogłabym mieć kiedyś jakiegoś. 
W sumie to lubię siebie, ale gdybym miała taką możliwość to pozbawiłabym siebie kilku negatywnych cech i nauczyła się trochę lepiej planować dzień. Chociaż lubię tę nieogarniętą część mnie i jakoś nie wyobrażam sobie życia bez niej. Co do wyglądu to nie narzekam i na razie nie śpieszy mi się na jakąś operację plastyczną, czy coś w ten deseń.