Peppa

Oto Pepin. Oklaski i przytulasy później. 

Skoro tu jesteś to pewnie chcesz poznać mojego psa - bardzo mnie ów fakt cieszy. Już Ci mówię streszczenie, tego co o nim wiem!

Peppa to ośmiokilowy pies (nie wiem komu taka informacja byłaby potrzebna do życia, ale w sumie napiszę), niewielkich rozmiarów. Przyjaciele mówią na nią Pepin, Pepson czy też Pep. Ty też nim jesteś, zatem nic nie stoi na przeszkodzie, abyś również używał owych zwrotów. Chyba, że jesteś tu w złych zamiarach?
Mój pies jest psem długowłosym, z wyglądu przypominającym pekińczyka, - jej charakter również jest podobny do przedstawiciela tej oto rasy. Peppa jest bowiem psem nieco niezależnym (nad czym pieczołowicie pracujemy), upartym aż do bólu - zupełnie tak jak ja. To żeśmy się dobrze wpasowały! Poza tym jest bardzo spokojna i opanowana.

Co do stosunków z innymi psami... jest lepiej, niż kiedykolwiek. Na razie musimy popracować tylko nad tym, żeby Pepin zaakceptował inne suczki i traktował samców jak przyjaciół. Aktualnie mogą oni robić z nią co chcą, aby tylko nie bolało. Niezbyt odpowiada mi ten rodzaj zabawy, ale to do wypracowania.
No ale dobra, większość samców staję się jej zacnymi kumplami - mimo wszystko, jednak pozwala sobie czasem warknąć i ustawić facetów do pionu.

Praca z nią nie jest trudna, ale niekiedy wymaga ode mnie dużo cierpliwości, koncentracji i nerwów. Nie poddaję się mitowi, że takiego psa nic nie nauczysz. Absolutnie. Widzę, że chciałaby mnie zadowolić i stara się jak może, żeby tak było. Ja staram się jej odwdzięczyć, sowicie ją wynagradzając, ale ostatnio pracujemy, aby nie robić tego smakołykami, a zabawką. Swoją drogą, Pepin średnio je lubi, wyłączając pluszowe warianty i takie, do których można włożyć jedzonko. Mój pies ma takiego swojego, pluszowego pomidora, z którym szaleje, robiąc z siebie równocześnie, trochę idiotyczne stworzenie. Ale czasami można się trochę zabawić, czyż nie?

Moja towarzyszka jest przede wszystkim moim ukochanym pieskiem, którego kocham bez względu na wszystko. To taki mój prywatny lek na wszystkie zmartwienia. Przeżyłyśmy razem tyle przygód, że czasami mam ochotę się puknąć w czoło, gdy wytykam jej błędy.

Amatorsko ćwiczymy agility i nosework, chociaż to ostatnie już coraz mniej. Próbujemy swoich sił, również we frisbee, ale mój pies średnio widzi sens latania za jakimś okrągłym talerzem. Cóż, musimy popracować.
Uwielbiam również uczyć Peppę różnorakich sztuczek, na razie umiemy ich około dwudziestu. Pomysły mi się kończą, no co? 

Mimo problemów, z jakimi się zmagamy, żyjemy normalnie i staramy się je niwelować - powoli, ale jednak widzę światełko w tunelu (mimo wady wzroku). Wierzę, że się uda, a wiara czyni cuda. Prawda?