Styczniowe Summa Summarum + Projekt 62

by - stycznia 25, 2019

Na fotografii można zauważyć mój kochany Tombow, który jest naprawdę prześwietny! Poza tym na zdjęciu widoczny jest również mój zacny bujownik. Doskonale widać strukturę jego kartek. Podziwiajcie.

Styczeń miesiącem starań o jak najlepsze stopnie, chociaż w moim wykonaniu nie wyglądało to aż tak kolorowo. Tak, mam tutaj na myśli nieubłagane rozpoczęcie się drugiego semestru, decydującego o tym, czy będę mieć pasek na czterech literach, czy świadectwie (mam nadzieję, że będę miała chociaż to ostatnie). Poza tym minęła już praktycznie połowa Projektu 62, a ja nawet nie pamiętam jakie miałam cele. Czy ktoś tu mówił, że to on jest nieogarnięty? Niewątpliwie nie ma racji.

Standardowo post będzie podzielony na kilka kategorii, aby ułatwić wam i mi szukanie czegoś dla siebie. Styczniowe wpisy jako, iż jest to post pochodzący jeszcze ze stosunkowo świeżej serii, pozwolę sobie przypomnieć zaskakująco prostą zasadę, którą kieruje się przy zamieszczaniu tutaj linków do czyiś wypowiedzeń. Jest to bardzo proste. Notatka ma pochodzić ze stycznia. Nieważne jakiego roku, ważne że styczeń. Aha, pojawiły się tutaj też notatki z Sylwestra, ale myślę że mogę je dodać do tego wpisu z racji, iż pojawiły się w nocy z 31 grudnia na 1 styczeń. Taki wyjątkowy wyjątek.

Podsumowanie 2018  - jak się domyślacie jest to wpis podsumowujący ubiegłe 365 dni. Zdecydowanie podoba mi się czytelność i brak przedłużania, czego u mnie niezastaniecie. Sorry. Gustuję w tego typu notatkach, z resztą mówiłam, a raczej pisałam, wam o tym w poprzednim wpisie z serii - Summa Summarum. Lubię podsumowania, nie mniej jednak - lubię je pisać, co z resztą można bez problemu zauważyć. Z tego co widzę wy również nie pogardzicie czymś tego typu.
Kupogedon, foch starszyzny i gumowe laczki - czyli pierwszy tydzień ze szczeniakiem - założę się, że sama nazwa wzbudza w tobie, mój drogi czytelniku, tylko pozytywne emocję. Zapewniam, że po przeczytaniu owej notatki Vukowo - Riverowej matki, twój nastrój nie ulegnie zmianie. Zwłaszcza, gdy zastanawiasz się nad zakupem szczeniaka lub jesteś w posiadaniu takowego osobnika.
Bullet Journal - pułapka perfekcji - czytam każdy, naprawdę każdy wpis na temat bujo. Uwielbiam czytać czyjeś najróżniejsze w świecie poglądy, stąd też tak łatwo przychodzi mi pisanie przemyśleń. A wobec tego wpisu, z pewnością nie mogłam przejść obojętnie. I jak się najpewniej domyślasz, najdroższy psiarzu - nie uczyniłam tego. Zosia pokazuje, że bujo to nie tylko przyjaźń z tysiąc dwieście piętnastoma markerami (zupełnie jak u mnie, chociaż jeżeli chodzi o moją osobowość - Bullet Journal spełnia w miarę swoją funkcję), a funkcjonalny planner, który wcale nie musi być piękny i perfekcyjny.
Podsumowanie 2018 + 100 zdjęć  - Dzikość w sercu to blog, który chyba po raz pierwszy pojawia się w naszej czołówce. Nic straconego, przewiduje że częściej będę wspominać ich fantatczne wpisy na naszym blogu. Są naprawdę warte uwagi. Zdecydowanie przyciąga mnie fakt, wycieczek po górach. Gdy czytam Krakersowo - Magdowo - Fibowe wpisy czuje się jakbym wspinała się na najwyższy szczyt Tatr. A to wszystko dzięki piorunującym opisom. Tymczasem łapcie kolejne podsumowanie!
Psi pokój - kolejny blog, na który warto zajrzeć, znajdujący się w naszej czołówce. Żałuję, że wcześniej nie trafiłam na hartczakową witrynę. Znaczy wcześniej śledziłam ich Instagrama, ale jakoś nigdy w mej malutkiej główce nie zrodził się fakt, aby wystukać na klawiaturze - My Heart Chakra. A szkoda. Wracając jednak do tematu wpisu. Gosia obłędnie mebluje i opisuje pokoje w swoim domu. Ostatnio opowiedziała o pokoju swoich psów, czyli o Border Collie, jakim jest Nenya, oraz owczarków australijskich - Ruby i Baloo.
Miejsce dla psa problemowego - naprawdę wielkie grono ludzi idealizuje swoje pieski, które w rzeczywistości wcale takimi chodzącymi ideałami nie są. Cieszy mnie fakt, iż Dominika poruszyła ten ważny temat na swoim blogu. Może ludzie zaczną dostrzegać wady swoich psów i będą mówić o tym głośno? Czas najwyższy i podpisujemy się pod tym czterema łapskami.

Ja i Peppa 
W naszym wspólnym, ale i oddzielnym życiu stało się w styczniu specjalnie nie dużo. Można byłoby wspomnieć tylko, że popełniłam pewien błąd wychowawczy. Podzielę się zatem z wami moją piorunująco odkrywczą historyjką, z Bark Side'owego życia wziętą.

 Kiedy ubiegłego lata znajdowałam moment na okazyjne, ruszenie się z domu - pędziłam, z piskiem opon do psiska, prosiłam ją uprzejmie aby wykonywała pewne (jakże, bardzo skomplikowane) sztuczki. I zawsze zachowywałam te samą kolejność. I to był stanowczy błąd. Bestia moja, w futrze kundla - włączyła swoje dwie półkole mózgowe i zaczęła myśleć (nie) logicznie. Zapamiętała w jakiej kolejności prosiłam ją łaskawie, aby ruszyła swój krzywo przycięty przeze mnie tyłek, aby zaczęła wykonywać cztery, proste niczym linijka, komendy. Nie pytajcie co to za porównanie. I don't know. Sorry. Zostając jednak przy sztuczkowaniu. Ostatnie dwie komendy brzmiały - siad i leżeć. W jej małym móżdżku zakodowało się, że najpierw trzeba zrobić podaj zasierścione łapsko i usiądź jak suseł, co zwało się nie inaczej jak poproś. Nie umie zrobić siad i leżeć poza odpowiednią kolejnością. Tylko wpatruje się we mnie swoimi maślanymi oczami i mówi - chyba ci się coś pomerdało, skarbie. To nie jest fajne, zapewniam. 

Poza tym fatalnym odkryciem, udało mi się trochę pohasać wraz z Peppą i wprowadzić do naszych treningów amatorski nosework. Odbywało się to co prawda na naszych zasadach, ale po części pokrywało się z celem tego sportu. Właściwie to robiłyśmy to co miałyśmy robić i po jakimś krótkim artykule o nosework'u dowiedziałam się, że w sumie nasze treningu, o ile mogę tak to nazwać - pokrywają się częściowo z założeniem tej psiej dyscypliny. No i fajen. 

A ja? Ja nie robię nic. Znaczy, żeby nie było - prawie nic. W styczniu rozpoczęłam moją przygodę z bujo, co ciągnę do teraz. Może nie jest to coś bez czego nie mogę żyć, ale żyje się z tym notesem łatwiej. Jednak rzadko sięgam do niego w czasie lekcji, aby zapisać pracę domową. A było to moje początkowe założenie naszej współpracy. Strasznie zaciekawiło mnie rysowanie różnych tygodniówek i rozkładówek miesięcy. No i wreszcie przyszedł mój ulubiony flamaster. O nim, jednak opowiem za moment. Szczerze to jestem z niego praktycznie zadowolona, chociaż na początku wzięłam go za zwykły marker. Niby nic specjalnego ale ma to coś.

 Psio - ludzkie gadżety 
Pies nie dostał raczej nic, oprócz jakiś drobnych smaczków do ćwiczeń. Ale na luty planuje paczkę z jedzonkiem, bo już się kończy. Macie ochotę na haul? Ja w sumie bardzo, bo jeszcze nigdy czegoś podobnego nie pisałam i mam nadzieję, że przypadłoby wam coś takiego do gustu. Czytelniku - twoje zdanie jest kluczowe.

Natomiast ja, zaopatrzyłam się w nowy bujowy marker, jakim jest wspomniany kilka linijek wyżej - fioletowy Tombow Fudenosuke. Teraz szukam tego jakże zacnego produktu, jednak brak postępów w tej sytuacji. Biedak wpadł w odchłań bezdenną, czyli moje biurko, które na ogół wygląda na w miarę uporządkowane. No właśnie - na ogół. Poza Tombowym swój ekwipunek bujowicza powiększyłam o kilka niebieskich długopisów żelowych. Innymi nie umiem ładnie pisać. A oprócz tego w moje złowieszcze łapska wpadł korektor, który ma zasłonić wszystkie szkolne bolączki w moich zeszytach. Jak na razie kolega spełnia swoją funkcję.

Jeżeli chodzi o inne gadżety to mam nadzieję, że wlicza się w to domena. Mam nadzieję, że nie umknęło to waszej uwadze, bo ile z tym było siedzenia - głowa mała. Nie poradziłabym sobie jednak bez, jak to mawia Dominika - jej prywatnego programisty - Kamila. Minuta na oklaski, bo niewątpliwie się należą.

Bujo 
Nowa kategoria! W sumie już wielokrotnie wspominany w postach poczciwy Bullet Journal znalazł swoje miejsce w tego typu wpisach. Postaram się ograniczać wzmianki o moim notesie w innych postach, skoro mogę pisać o tym tutaj. I tylko tutaj.

Styczeń, jeżeli chodzi o bujo był miesiącem starań. Próbowałam znaleźć swój styl. Wiecie - wyrwane kartki i te sprawy. Próbowałam odnaleźć swoją twarz w wielu wariantach bujo i końcowo doszłam do tego, że czerń plus fioletowe (ewentualnie różowe) dodatki, to jest to coś. Po podsumowaniu ilości wyrwanych kartek (nie ważne ile ich było, zupełnie mało istotna kwestia) doszłam do wniosku, że mój obecny bujownik starczy mi do końca maja! Tak krótko?

Gdy nadejdzie ten czas zaopatrzę się w notes A5 od Devangari Art. Konkretnie model Fire in the night. Chciałabym pójść w coś innego niż dotychczasowe galaxy.

Małymi kroczkami zbliżamy się do końca naszej comiesięcznej notatki, która liczy obecnie jakieś 9750 wyrazów. Ale to nie koniec, bo jak mogliście zauważyć - przygotowałam dla was mini bonus. A mianowicie podsumowanie połowy Projektu 62, który wypadł... Sami zobaczcie!

 Niepsie cele 
• Ogarnięcie się w Bullet Journal'u. W sumie to znalazłam swój styl i jestem na bieżąco, także mogę ten punkt z czystym sumieniem odhaczyć. 
• Praca nad samooceną. Bezwstydnie przyznaje się, że nie poczyniłam ku temu żadnych kroków. Nie mam pomysłu dlaczego akurat to wylądowało na mojej liście rzeczy do zrobienia. Chyba nie chce się dowiadywać. Nie mniej jednak uznaje to za skreślone z mojej listy, bo bezsprzecznie twierdzę iż moja samoocena jest często nawet zawyżona. Chyba, że akurat niemiłosiernie ślęcze nad zadaniami z matmy. Wtedy sytuacja ulega znacznemu pogorszeniu. 
 • Sprzątanie pokoju. Olaboga. Chwila grozy. W założeniu miałam 15 minut codziennie. Właściwie to spędzam ten jeden kwadrans dziennie, jednak zależy to od dnia. Czasami nie mam czasu, czasem (chociaż to rzadkość) zwyczajnie mam posprzątane i teraz ta najczęstrza opcja - nie chce mi się. Nie skreślę jeszcze tego, bo wymaga to ode mnie więcej niż myślałam. 
• Pierwsze kroki w gotowaniu. I tutaj czas na optymistyczny akcent. Jestem nawet zadowolona z siebie w tym podpunkcie, chociaż konsumenci już mniej. Jednak, trzymajmy się z tego, że to ja powinnam być najbardziej zadowolona. Czyż nie, psiarzu? 
• Koniec narzekania. To należy do tych trudniejszych rzeczy, wymagających ode mnie większej uwagi i skupienia. Przydałoby się jeszcze trochę nad tym popracować i zacząć dostrzegać dobre strony sytuacji. Zacznijmy od teraz. • Pozbycie się niepotrzebnych ubrań. Zrobione i bez wahania skreślam to z pozycji. 
• Koniec bezużytecznego spędzania czasu. Tego napewno nie usunę z moich celów. To jest to coś, co powinno być moim postanowieniem noworocznym. Trochę późnym nie? Ale jak to wszyscy, a przynajmniej większość psiarskich ludzików ma w zwyczaju - postanowienia noworoczne to coś, co po kilku dniach odchodzi w błogie zapomnienie. Peszek.
  
  Psie cele 
• Zrobienie smakołyków skończy się chyba tylko na chceniu, chociaż z drugiej strony. Gdyby tak wstać z fotela (ale jest taki wygodny!) i sięgnąć po jakiś ciekawy przepis...? To powinno się udać! I to był ten optymistyczny akcent z poprzedniego podpunktu. 
• Współpraca. W miarę ogarnięte, chociaż wymaga dopracowania. Psisko się rozbestwiło pod moją nieobecność i czasami nie raczy zareagować na swoje zacne imię. 
• Dopracowanie komendy wróć i zostań. Również od ręki zrobione, ale w razie nadmiaru czasu wezmę się jeszcze za to. 
• Zrezygnowanie z użytku smyczy automatycznej. Tak sobie teraz myślę. Gdybym miała zrezygnować z szatańskiego automatu, miałabym jakąś smycz taśmową w naszym psiarskim ekwipunku? Ano nie. A szkoda. 

 Podsumowując to są dwie opcje, zerkające na mnie wzrokiem szatańskiego kusiciela. Pierwsza, czyli weź się w garść dziewczyno, bo nie ujdzie ci to na sucho. Natomiast druga - jest dobrze, grzej sobie miejsce na fotelu, złotko. Uznajmy, iż ta druga propozycja jest wyborem nieco bardziej dopasowanym do mojej osobowości.

You May Also Like

0 komentarze

Dla każdego internetowego twórcy komentarze są motywacją do dalszego działania, dlatego jeśli chcecie zakomunikować mi, że robię coś dobrze napiszcie mi kilka słów!

Z chęcią przeczytam wasze adnotacje co do tekstu, który (mam nadzieję) wcześniej przeczytaliście. Co o tym myślicie na ten temat?