Porozmawiajmy o... górskich podróżach z psem! - wywiad z Magdą z Dzikość w sercu

by - lutego 01, 2020


Po kilku udanych publikacjach wiem, że temat podróży na cztery łapy jest wam szczególnie bliski i cieszy się sporym zainteresowaniem z waszej strony. Zastanawiając się w jaki jeszcze sposób mogę ugryźć ten temat, wpadłam na plan, że mogę przeprowadzić wywiad z kimś bardziej doświadczonym. W tym przypadku mowa o Magdzie z bloga Dzikość w sercu, która opowie wam o górskich wędrówkach z jej oba psami - Fibi i Krakersem.

DZIKOŚĆ W SERCU

Powiem wprost: jest to blog o podróżach, a szczególnie tych górskich, w towarzystwie psów. Jest pomarańczowym miejscem w sieci, które ma za zadanie inspirować czytelników do takich właśnie dzikich wędrówek - spania w namiocie, jedzenia z menażki i namacalnego kontaktu z przyrodą...


Ludzkim ogniwem tego zespołu jest Magda - psiara, pasjonatka podróży, fotografii, studentka grafiki, a jednocześnie dziewczyna z głową pełną pomysłów. Swoje życie dzieli - jak już zdążyłam wcześniej wspomnieć - z dwoma psami: prawie jedenastoletnim westem - Fibi, oraz trzyletnim mudi - Krakersem. Wspólnie są zameldowani we Wrocławiu, ale zdecydowanie częściej spotkacie ich na szlaku.

Jeśli zaciekawiły was ich przygody, to czuje się w obowiązku, upublicznić tutaj odnośnik do profilu na Instagramie, tworzonego przez Magdę. Ale zanim przepadniecie, przeglądając ich świetne zdjęcia i opisy pod nimi - przeczytajcie dalszą część tekstu, również bogatą w fotografie autorstwa Dzikości!

Skąd pomysł na wędrowanie z psem po górach?

Pochodzę z Warszawy i wyjazdy w góry nie leżały w kręgu moich codziennych zajęć. Nigdy też nie sądziłam, że jak pojadę w góry to złapię bakcyla... Wyjechałam raz, drugi, trzeci - bez efektu "wow", aż pojechałam w góry wysokie - wtedy w Alpy. Gdzieś mi tam już zaświtało, że czuję przed nimi respekt i jakoś mnie do siebie przyciągają. W toku późniejszych mniejszych i większych spacerów po naszych niższych górach odkryłam, że jara mnie jeszcze jedna rzecz - to znaczy sam proces planowania, organizowania, analizowania map, pogody i tym podobnych. A pies...? No cóż, zawsze był u mojego boku i to ja byłam za niego odpowiedzialna. Przez myśl mi nie przeszło, że na te pierwsze niewinne spacerki mogłabym iść bez niego... a potem z niewinnych spacerków zrobiły się trasy po dziesiątki, jak nie setki kilometrów.

Jakie elementy są niezbędne przy planowaniu wyjazdu?

Kierunek, data i czas na jaki jadę, tak po prostu. Potem w zależności od tego gdzie i na ile jadę zaczyna się planowanie co i ile zabiorę, gdzie będę spała, jadła, uzupełniała prowiant i tak dalej. Trudno jest jednoznacznie odpowiedzieć na to pytanie.


Co ZAWSZE znajduję się w twoim plecaku na wyprawy?

Dla psów mogę nie mieć wody - napiją się z kałuży, mogę nie mieć karmy - bo może jadę na dzień i wieczorem wrócę, mogę nie mieć zapasowych obroży, przeważnie nie bierzemy zabawek i innych bajerów. Ale zawsze mam apteczkę, która pokryje też psie potrzeby. Bez tego ani rusz, zabieram ją nawet na dłuższy spacer.

Z czego składa się taka apteczka?

Najczęściej schodzą bandaże (zwykłe i funflex'y nazywane też adhezyjnymi), gaziki, octenisept - to zestaw na otarte opuszki. Do tego kleszczołapka, leki na nieprzewidziane rozstroje wszelakie (uzgodnione z weterynarzem), folia NRC, chusta trójkątna, rękawiczki lateksowe, nożyczki. To z tych które przydają się przy psach, dla ludzi znalazłoby się jeszcze kilka elementów.

A jakie rzeczy ZAWSZE bierzesz dla siebie?

Telefon, woda, apteczka. To są rzeczy, których na szlaku nie zastąpię sobie nijak. Telefon zastąpi mi mapę i zapewni kontakt ze światem lub służbami ratunkowymi. Wodę lub filtr nauczyłam się brać po jednej z wycieczek podczas której tej wody nam zabrakło. Dopiero jej brak uświadomił nam jak istotny element ekwipunku stanowi. Od tamtej pory biorę minimum 1,5l na start. No, a apteczka to wiadomo, gdyby coś się (tfu, tfu) stało mnie, moim współtowarzyszom, moim psom czy przypadkowej osobie spotkanej na szlaku, to warto mieć możliwość udzielenia pierwszej pomocy.
A dłuższą wypowiedź znajdziesz w poście na blogu Magdy pt. 3 rzeczy, bez których nie ruszam się na wyprawę.

Tu akurat widać krajobraz Gór Opawskich.

Jakie trasy mogłabyś polecić początkującym, a jakie... niekoniecznie?

W każdych górach znajdą się ciekawe szlaki dla początkujących. W Sudetach w zasadzie nie ma stricte "trudnych szlaków", to są niskie i dość płaskie góry w porównaniu na przykład z Tatrami. Trudnością może być długość szlaku, bo nie każdy pies i nie każdy człowiek da radę przejść po górach tyle co na "nizinach". Trudność mogą też sprawić warunki atmosferyczne, bo jak masz śniegu po kolana to nawet najprostszy szlak potrafi dać w kość.

Początkujący zawsze pytają mnie o "w miarę łatwe podejścia" i o ładne widoki - im niezmiennie polecam Góry Stołowe (polskie i zagranicze), a we wpisie pt. Najpięknieszy szlak w Górach Stołowych, mówię o tych polskich.
A jak ktoś się chce trochę bardziej zmęczyć albo zrobi więcej niż 10-15 kilometrów, to polecam Góry Izerskie lub Karkonosze - też dość płaskie, tylko wyższe. Te ostatnie zakrawają o klimat alpejski, więc uwaga zimą i proszę czytać komunikaty o ostrzeżeniach lawinowych.

Trudno wskazać najgorsze, ale są góry z którymi się po prostu nie polubiłam, na przykład Góry Kamienne pod Wałbrzychem. Niby niskie, a upierdliwie strome. Bieganie po takiej sinusoidzie potrafi dać w kość, szczególnie z plecakiem, ważącym 20 kilo. Tym sposobem jedną z dwudniowych wycieczek w tamte okolice przerwaliśmy w połowie pierwszego dnia i autostopem, a potem pociągiem wróciliśmy do Wrocławia, bo dopadł nas wybitnie silny "niechceizm".

A zdradzicie, jakie były najgorsze rzeczy, które spotkały was na szlaku?

Warunki atmosferyczne albo nieprzyjemności w schroniskach. To zawsze są sytuacje, w których albo trzeba się ratować albo motać plan B "na kolanie".

Pobudka z widokiem na Dolomity.

W jaki sposób te niecodzienne, polowe warunki znoszą Fibi i Krakers? Opowiedz nam o tym, jakie umiejętności powinien znać pies wędrujący! 

Dla większości psów taki wyjazd w góry to jest po prostu dłuższy i może trochę bardziej ekscytujący spacer. Dla moich także. Nie ma w tym wielkiej filozofii.

Schody zaczynają się, jak chce się zrobić kilkudniowy trekking ze spaniem każdego dnia w innym miejscu lub w namiocie i z takim trybem życia trzeba psa wcześniej trochę oswoić.

Są różne psy i wiem, że niektóre nie potrafią usnąć w namiocie, w schronisku czy ogólnie w obcym miejscu i całą noc stróżują. Moje psy na szczęście takiej funkcji nie posiadają i ostrzegają tylko w uzasadnionych przypadkach. Poza tym namiot traktują jak drugi dom. Z czasem pies rozpoznaje pewien schemat i oswaja się z sytuacją. Tak jak w domu wie, że jak biorę szelki i zakładam buty to znaczy że będzie spacer, tak w terenie wie że jak zdejmuję plecak to oznacza to przerwę, że jak rozkładam śpiwór to już na bank tu zostajemy na dłużej.

Są psy, które podczas tygodniowego wyjazdu czują się nieswojo i rozluźniają się dopiero po paru dniach. Warto zawczasu pomyśleć jak nasz pies będzie się czuł w sytuacji, gdy codziennie miejsce się zmienia, warunki się zmieniają, zapachy się zmieniają - nie zmienia się tylko towarzystwo. Dlatego warto też dbać o relację ze swoim psem (szczególnie tym niepewnym/nieśmiałym w nowych sytuacjach), by potem móc być dla niego tym jednym stałym punktem, do którego może wracać i wie czego się spodziewać.


Potem taką rolę odgrywają schematy o których mówiłam wyżej. Dla nas wieczorny schemat rozstawiania spanka, karmienia i masażu jest swego rodzaju celebrowaniem udanego dnia i oddawaniem psom należnej dawki spokoju i takiej niezmienionej codzienności.

Przydatną umiejętnością jest też znajomość podstawowych komend, które ułatwią poruszanie się po szlaku - przód, stop, czekaj, powoli, lewo, prawo i inne. I taki pieski savoir-vivre i znajomość swojego psa też jest ważna, pisałam o tym w poście, o tym jak przygotować psa, aby był jeszcze lepszym partnerem w górskiej wyprawie.

Ale tak naprawdę w góry może wyjechać każdy pies, byle zdrowy. Mały, duży, snujący się za nami i taki z nadmiarem energii. Włochaty, krótkowłosy, młody, stary... byle zdrowy!

A dokąd wybierzecie się na kolejną wyprawę?

Na taką krótką, dwudniową to nie wiem gdzie i kiedy nas poniesie. Może już jutro. Jeśli chodzi o dłuższe wyprawy, to jak tylko zrobi się cieplej mamy w planach kilkudniowy trekking po Górach Izerskich, żeby sprawdzić ekwipunek i patenty przed przejściem Głównego Szlaku Sudeckiego.

Główny Szlak Sudecki to w sumie 440 kilometrów do przejścia, a czas takiej wyprawy to około trzy tygodnie. Więcej o tej wędrówce przeczytacie w specjalnej zakładce na blogu Dzikości w Sercu.


Niemożliwe jest to, że to co powiedziała wam Magda z bloga Dzikość w sercu, nie wzbudziło w was refleksji, ani chęci na wyfrunięcie z waszego gniazdka prosto w góry. Rzecz jasna, to wszystko w towarzystwie waszych kudłatych towarzyszy! Mnie przekonała... a was?

A gdzie Wy kiedy ostatnio byliście na dłuższej wędrówce z waszymi psami? Zdarzyło wam się kiedyś wybrać się z nimi na górski szlak? Jeśli macie przed tym jakieś wątpliwości, to spokojnie - możecie porozmawiać na ten temat z Magdą, w komentarzach! 


WIĘCEJ W TEMACIE PODRÓŻOWANIA:

➪ Wybór smyczy na górską wędrówkę z psem
➪ Sposoby na upał podczas górskiej wycieczki z psem
➪ Wszystko, co musisz wiedzieć przed wyjazdem pod namiot z psem

Podobne teksty

2 komentarze

  1. Super <3 Od razu przebieram nogami. Nas ostatnio niesie głównie w kierunku Beskidów i Pienin, chociaż serce stale ciągnie na ukochaną północ :) Dzikość w sercu uwielbiam, ich zdjęcia to każdorazowo zbieranie szczęki z podłogi. Poza tym bardzo leży mi ta filozofia, gdzie pies nie jest elementem wyposażenia, a pełnoprawnym członkiem teamu. Takim, który ma swoje potrzeby. Bardzo podziwiam też minimalizm w podróży, bo mam tendencję do przesadzania w drugą stronę - targam rzeczy kompletnie niepotrzebne (i głównie jest to okołopsi majdan) - a nuż się przyda. Zwykle oczywiście się nie przydaje ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Widzę, że nie tylko mnie Magda inspiruje! Dzięki niej nauczyłam dostrzegać się jako takie piękno w górach i to dzięki niej w lipcu ruszam w Tatry. Co prawda bez psa, bo słabo znosi tego typu wycieczki, ale jednak. Co ciekawe, osobiście spacerowałam na górskim szlaku trzykrotnie i w każdym z tych przypadków bez rodziców (tzn. a to na wycieczce szkolnej, a to na kolonii), bo dotychczas jeździliśmy blisko, nad jezioro. W tym roku ugięli się i właśnie kombinuje plan wycieczki.

      Będąc w temacie majdanu, czyli zabierania tysięcy rzeczy niepotrzebnych: ten problem w naszej rodzinie jest bardzo, aż za bardzo, aktualny :) Zawsze zabieramy za dużo, a tata - pakujący się w jeden średniej wielkości plecak na tydzień - przy każdej podróży przypomina nam, że gdybyśmy lecieli samolotem to nie wystarczyłoby nam na nadbagaż. Cóż, całe szczęście, że nie lecimy samolotem...

      To znaczy chciałam powiedzieć, że w kwestii minimalizmu w podróży nie pomogę. Chyba, że polecę Ci przestudiować bloga Magdy, ale widzę że to już dawno za tobą!

      Usuń

Dla każdego internetowego twórcy komentarze są motywacją do dalszego działania, dlatego jeśli chcecie zakomunikować mi, że robię coś dobrze napiszcie mi kilka słów!