Książkoholizm, u psiarza

by - kwietnia 27, 2019


Odkąd pamiętam lubiłam czytać. Czytać, albo słuchać gdy inni to robią. Aktualnie mam cały regał literatury i bardzo się cieszę, że to miejsce w moim pokoju zajmują właśnie książki, które od zawsze były dla mnie jakąś wartością. Ostatnimi czasy bardzo podciągnęłam się w czytaniu, toteż tekstu o tej tematyce na blogu zabraknąć nie mogło. Lubię się z Wami dzielić tym co uważam za wartościowe, z resztą powinniście o tym doskonale wiedzieć. Ten tekst będzie również znakomitym wstępem do wyzwania czytelniczego, o którym więcej będzie na naszym profilu na Instagramie. A teraz tutaj mogę tylko wspomnieć, że jest ono dla osób, które czytają albo do owego właśnie się przymierzają. No, z resztą sami zobaczycie. 

Dzisiaj będzie sporo prywaty, bo jednak mój pies nie czyta, tylko ja - zatem podzielę się tylko moją historią z tej dziedziny. Bo przecież na blogu nie może zabraknąć też typowo moich wpisów, prawda? Nie przedłużając, jednak zanadto - przejdę do sedna sprawy, czyli części właściwej dzisiejszego tekstu. 

A było to tak... 

⇩ 

Już jako mała Natalcia nie brakowało mi werwy, coby sięgnąć po jedną z malutkich książeczek typu “Czerwony Kapturek” lub innej klasycznej powieści, dla dzieciaka w moim wieku, mimo że jak się pewnie domyślacie, jako cztero, czy też pięciolatka - umiejętności czytania nie posiadałam. Szczerze mówiąc, wydaje mi się, że ten tekst bardzo przypadł mi do gustu, bowiem co wieczór, kiedy to było już za późno, aby cokolwiek przeczytać, mama opowiadała mi kolejno bajki o niebieskim, zielonym, różowym, i tak zapewne do nieskończoności, kapturku. Pamiętam, że moją ulubioną była opowieść o tęczowym kapturku. I wiem, że opowiadano mi ją nie dwa, czy też trzy razy, ale przynajmniej o trzykroć więcej. A co ma słuchanie do czytania? 

Ostatnimi czasy, a dokładniej na początku bieżącego miesiąca, wzięłam się za czytanie książek z tej serii... No i zacnie bardzo!

Ano jak się okazuje nawet sporo. Kiedy nie macie czasu, aby chłonąć lekturę możecie zaopatrzyć się w audiobook, który będziecie mogli odsłuchać w dowolnej chwili oraz przy większości wykonywanych przez was czynności. Proste? A jakże. Czytać możecie również, nie tylko książki w postaci papierowej, ale i elektronicznej. Taką aplikacje do czytania możecie bezpośrednio zainstalować, za niewielką opłatą. Co ciekawe większe biblioteki, za założenie karty, proponują bezpłatny dostęp do takiej aplikacji, na dany okres czasu. 

Wracając, jednak do mojej zacnej opowieści... Kiedy już opanowałam umiejętność czytania na tyle, że słowa zaczęły mi się kleić, a głoski nie rozlewały - polubiłam serie o pewnej Basi. Jestem niemal pewna, że jedną książkę z tej serii przerobiłam ponad dziesięć razy. A żebyście wiedzieli, że byłam dzieciakiem cwanym i kiedy nie musiałam sama czytać to prosiłam rodziców, aby oni zrobili to za mnie, jednak kiedy osiągnęłam wiek, około ośmiu, dziewięciu lat - sytuacja miała się całkiem odwrotnie. Po książki zaczęłam sięgać częściej i tak oto moja kolekcja literatury zaczęła się rozrastać, o kolejne i kolejne pozycje. Z czasem zaczęłam częściej korzystać z usług bibliotek, ale o tym za moment. Pamiętam, że w drugiej klasie złapałam taki zapał do czytania, że w jeden wieczór przerabiałam jedną książkę, około stu stronnicową. Gdy patrzę na to z dzisiejszej perspektywy, mogę powiedzieć tylko dwa słowa na ten temat - jestem dumna. Dumna - ach, jak to miło mówić to o swojej osobie, prawda?



A jak ma się moja cicha pasja obecnie? Ano czytam sobie z poważaniem grube tomiki, być może nie osiągam zbyt zaskakujących wyników, ale wiecie co? Nadal one mnie satysfakcjonują. W tym roku, na poprzeczkę postawiłam sobie trzydzieści pozycji. Mało, a może jednak dużo? To zależy kogo spytać. Znam osoby, które spokojnie przekroczą pięćdziesiątkę, ale wiem, że dla niektórych ta liczba jest kosmiczna. Czy to powód do jakichkolwiek użalań? Absolutnie. Cieszę się z mojego sukcesu, bo w moim przypadku wyznaczanie sobie takich celów, jest kluczowe do jego osiągnięcia. 

A jeśli chodzi o biblioteki, bo obiecałam, że wzmianki o takowych nie zabraknie - niegdyś można byłoby mnie wypatrzyć tam częściej, ale tak jakoś, nie wiem dlaczego, wolę mieć swoje książki. Ale jest to tylko moja paranoja, więc wcale nie powinniście się tym wzorować. Biblioteki są ogólnie spoko, bo kiedy korzystacie z ich usług czytanie staję się mniej kosztowną pasją. Poza tym jedyną wadą tego miejsca jest fakt, że jeżeli nie zdacie książki po upływie danego czasu (najczęściej jest to miesiąc), automatycznie nalicza wam się kara pieniężna - co prawda nie wysoka, ale jednak. Aczkolwiek, ja gdy wypożyczam książkę najczęściej udaje mi się ją przerobić w mniej niż te trzydzieści dni. 


Aktualnie dzierżę książki przygodowe, bo takie lubię najbardziej. Z przyjemnością czytam również takie, które mają elementy fantastyki. Obyczajowe również są okej, chociaż nie ukrywam, że preferuje bardziej te dwa typy, które wymieniłam wyżej. Ostatnio w moje łapska wpadło coś w typie thrillera, ale bardziej łagodnego i w sumie taka nić dreszczyku to sztosik. Natomiast totalnie nie w moim typie są dramaty, nowele i większość utworów jakie każą nam przerabiać w placówce edukacji. 

⇩ 

I tym właśnie akcentem kończymy nasz wyjątkowo krótki, a przynajmniej na moje możliwości - tekst. Mam nadzieję, że zawarłam w nim chociaż połowę tych rzeczy, które chciałam. Poza tym szczególnie satysfakcjonuję mnie fakt, iż pokusiłam się dzisiaj o kilka zdjęć, które moim zdaniem - wyszły nawet zacnie. To ten, no - miłego weekendu! 

You May Also Like

0 komentarze

Co sądzicie o temacie posta wyżej? Podzielacie moją opinię? A może znaleźliście jakiś błąd w tekście? Możecie zakomunikować mi to w postaci kulturalnego komentarza. Każdy z nich czytam i na każdy z nich, prędzej czy później, odpowiadam. Wdajcie się w dyskusję! ;)