Hello, twój pies ma nie tylko zalety (post tylko dla osób o mocnych nerwach!)

by - lipca 21, 2019


Mój pies to świetne zwierzę, umie podawać łapę, przybiegać na zawołanie, do tego jest taki... no inteligentny. I nie wygląda najgorzej... a to już coś! 
Tak, można tak powiedzieć, ale kiedy przedstawiasz swojego psa, nie zapomnij dodać, że oprócz bycia pieskiem sukcesu twój zwierz ma też swoje wady. 
Serio, twój pies ma wady. Ja nie zmyślam. 

Dobra, ale robię się trochę za ostra. Kiepski byłby ze mnie nauczyciel, nie wątpię. 
W sumie nigdy nie ciągnęło mnie do tego zawodu, chociaż w czasach przedszkolnych interesowała mnie fucha opiekunki w tamtych stronach (większość ludzi, jakich znam, w wieku czterech lat miała takie ambicje). Całe szczęście w porę się skapnęłam, że to wszystko ma też ciemne strony, tak jak podcieranie tyłka i uciszanie dzieci.
Wszystko ma swoje wady, twój pies również, jak już zdążyłam wspomnieć i zdążę wypominać, przez cały ten post. 

Tak więc, szykuj się na odrobinę narzekania, trochę prawdy i kilka ładnych zdjęć (wysoka samoocena przede wszystkim) w jednym. 
To znaczy: przejdźmy do konkretów (och, jaka ja się konkretna ostatnio zrobiłam i tak łatwo przechodzę do rzeczy - żarcik, chcielibyście)... 

A tak całkiem, całkiem serio... 

Dlaczego piszę ten post? 

Myślę, że warto zwrócić uwagę na dostrzeganie wad swojego psa, w końcu oprócz warstwy lukru, w twoim pupilu musi drzemać odrobina kwasu. Poza tym, w społeczeństwie psiarzy, umiejętność wykrywania złych cech swojego podopiecznego jest na wagę złota. 
W końcu nikt chyba nie jest wielbicielem pań z yorkami, krzyczącymi na twoją prośbę o trzymanie psa (co z pewnością mogłoby umniejszyć wizerunek tej miłej pani, albo - co gorsza - jej pieska): „ale on jest malutki, on nic nie zrobi”, prawda?
Pozwolę sobie odpowiedzieć na to pytanie: prawda. I na ten problem chcę zwrócić uwagę w dzisiejszym wpisie...

I wierzę, że ten tekst może pomoże jakiejś zabłąkanej osóbce, chociaż osobiście wierzę, że nasi obserwatorzy są wolni od takich toksycznych nawyków. 
A nawet jeśli... to mam nadzieję, że uda Ci się to zwalczyć. 
Masz moje wsparcie. Jak coś to, jasne, pisz. 

Czaicie, że WSZYSTKIE zdjęcia w tym wpisie były poddane obróbce? Co sądzicie? Jak wrażenia?
Kiedy wyposażasz się w psa, spada na ciebie wielki obowiązek (założę się, że większość ludzkości zdążyła Ci to już oznajmić po dziesięć razy od osoby, chyba że pies był decyzją spontaniczną). 
Powinieneś psa wychować (celowo użyłam czasownika „powinieneś”, bo rozkazać Ci nie mogę), żeby umiał zachować się w danych sytacjach, opanował conajmniej podstawowe komendy, nie załatwiał swoich potrzeb w domu, nie gonił kota i tak w nieskończoność. To cię oświeciłam, co? 

Dobra, ale w każdej pracy zdarzają się upadki i trzeba się z tym liczyć. A skutkami tych upadków są wady twojego psa. To naturalne i założę się, że i Ty w pracy ze swoim psem wpadłeś w kilka tych dołków. A jeszcze lepiej, jeżeli umiesz się do tego przyznać przed ludzkością (co zawsze się bardzo przydaje, a czasami jest kluczem w relacji z innym psem, człowiekiem itp.) i dążyć do poprawy. A jest to trudne. 


Moją największą zmorą, moim największym obecnie utrapieniem, jeśli chodzi o charakter Pepina jest fakt, że nie zna ona zasad savoir-vivre'u, przy pobratymcach. 
Wiem, że to jest moja wina (w tym miejscu chciałabym dodać tylko jedno: obwinianie siebie nic Ci nie da, ale mimo wszystko powinieneś mieć świadomość co lub kto, jest przyczyną zachowania twojego psa), to przeze mnie mamy problem i próbujemy to zmienić. Tak, niby mogłabym zrobić to szybciej, zgłosić się do specjalisty, ale...  
Mimo wszystko, mimo tego w jakim etapie naprawiania swoich błędów jesteśmy, myślę że warto powiadomić ludzi, że przykładowo, Peppa nie jest takim słodkim (ach, nienawidzę kiedy ktokolwiek - a już napewno nie dzieci - nazywa w ten sposób psa), futrzanym stworkiem, z uroczo wysuniętymi ząbkami, na jakiego wygląda. 

Przez moje życie przewinęło się już setki butów... od „najeczek” po zwykłe trampki. Te drugie są dużo lepsze! 
I warto zapobiegać (czasami się nie da, ale jak wiecie są takie sytuacje, kiedy można ustalić co zrobi pies). I zastanawiać się dziesięć razy, zanim na cokolwiek pozwolimy psu, przewidując jego zachowania, na podstawie tego co w nim nagorsze (czyli wad). 
Och, kurcze tak, warto... 

Owszem, jak się możecie domyślać, jest to moment na krótką (naprawde krótką!) historyjkę. Do tego dość nieprzyjemną dla mnie. Większość ludzi nie lubi przyznawać się do swoich błędów, ja jestem w tej grupie, aczkolwiek ta opowieść jest szczególnie nieprzyjemna. 
Zatem, czas na stare jak świat...

A było to tak...
Czekałam sobie z Pepinem na moją przyjaciółkę, koło wejścia do jej klatki. Odwróciłam się w lewą stronę, kątem oka widzę jakiegoś staruszka, pytającego czy ten kudłaty stwor koło mnie, jest pekińczykiem. Podeszłam, jak prosił (chciał pogłaskać Pepina) i odpowiedziałam grzecznie i zgodnie z prawdą, że „nie, jest to kundelek”. Pan stwierdził, a raczej spytał, czy może go pogłaskać. „Zawsze nie było z tym problemu, mój pies jest dość towarzyski” - pomyślałam i pozwoliłam na kontakt faceta z Peppą.

Na początku mój pies trochę się bał (kolejne „brawo ja” dla mnie, za to że zlekceważyłam sygnały jakie dawał mi Pepson, aczkolwiek nie lubię narzekać na swoje błędy, jakie popełniłam KIEDYŚ, więc przejdźmy do dalszej części dzisiejszej opowieści), ale po chwili stwierdził, że położy się na plecach (ten sygnał za to odczytałam już prawidłowo i po chwili starszy pan zbliżał już rękę w kierunku brzucha mojego psa). Kiedy ręka mężczyzny była już na tyle blisko, Pep postanowił, że to była przynęta i... że warto dać panu nauczkę, za to że - wstawcie tutaj sobie co chcecie, tego sygnału też nie umiem prawidłowo odczytać - w postaci buziaczka, z zębami.

Dla mniej kumatych: gdyby pan nie miał refleksu, pewnie straciłby kilka palców, za sprawą niepozornych ząbków mojego psa, gdyż myślałam, że Pepin pala nienawiścią tylko w stosunku do innych psów. Jeden - zero dla was.

Pozytywy, pytacie (wychodzę z założenia, że warto je dostrzegać, zanim się przejdzie od negatywów)? 
Pepin nie pogwałcił prawa (uff... dzięki Bogu, chociaż pewnie gdyby ten pan postanowił się nie patyczkować i od razu z grubej rury, zgłosiłby sprawę na policję, to śmiesznie musiałoby wyglądać, gdyby sprawcą całego zajścia był taki niepozorny piesek) i staruszek wrócił do domu ze wszystkimi dwudziestoma palcami. Chyba, że nie wrócił, albo w drodze napadł go jakiś inny kundel - nie wnikam. Ano i kolejny powód do uciechy: mimo wieku, pan jest w niezłej formie, skoro udało mu się uniknąć ataku.

Na zdjęciu widzicie obrożę z recenzji, jaka jest najbardziej popularnym wpisem na blogu. To jest ten wpis.
Śmieszki, heheszki, ale tak serio... 
Nie zawsze da się przewidzieć daną sytuację, ale warto wyciągać z niej wnioski (moje wstawię na Stories, na naszym profilu, na Instagramie, jeśli w końcu je wyciągnę - nie ma to jak świecić przykładem). W końcu każdy upadek powinien skłonić nas do refleksji, ładnie mówiąc.
Dlatego mam dla ciebie zadanie... 


Prowadzisz BuJo (ja w wakacje zrezygnowałam, bo wówczas na mój brak zorganizowania nie pomaga nawet poczciwy zeszyt)? Nie? Nic nie szkodzi, weź zwykłą kartkę, albo zeszyt, długopis i „coś kolorowego”, jak czasami wyrażają się nauczyciele (osobiście jestem fanką tych żelowych i nie mogę bez nich żyć, w wakacje jestem na odwyku).  
Rozpisz sobie wady swojego psa (wciel się w zaciekłego pesymistę, pocieszaj się tym, że później - trzymam za to kciuki - te wady zniknął) i podkreśl te z którymi żyje Ci się najciężej. 
Jak myślisz, dlaczego pies tak robi? Jak możesz nad tym popracować? 

Rozrysuj plan działania i działaj, z „never give up” na twarzy. 
Masz moje wsparcie, jak zdążyłam już wspomnieć. 

You May Also Like

2 komentarze

  1. Szczerze mówiąc, ja mam wrażenie, że większość osób w dzisiejszych czasach dostrzega więcej wad swoich psów, niż zalet... Wszyscy chcą mieć idealnego psa, tłamsząc jego naturalne zachowania i potrzeby wygórowanymi oczekiwaniami. Moim zdaniem nie tędy droga :)
    Nie do końca zrozumiałam Twoją historię z głaskaniem Peppy. Skoro dobrze odczytałaś jej sygnał (pokazywanie brzucha w tym kontekście = odsuń się, nie dotykaj) to czemu pozwoliłaś ją pogłaskać?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiesz to było tak, że ten pan po prostu spytał się, czy może ją pogłaskać. A ja przytaknęłam, bo nigdy nie było z tym problemu. A kiedy pan wyciągał rękę, Peppa kłapnęła zębami. Działo się to na tyle szybko, że nie miałam jak zareagować.

      Usuń

Dla każdego internetowego twórcy komentarze są motywacją do dalszego działania, dlatego jeśli chcecie zakomunikować mi, że robię coś dobrze napiszcie mi kilka słów!

Z chęcią przeczytam wasze adnotacje co do tekstu, który (mam nadzieję) wcześniej przeczytaliście. Co o tym myślicie na ten temat?