Piszę, bo lubię - blog to nie przykry obowiązek

by - czerwca 08, 2019


Kiedy zakładałam tego oto bloga miałam zamysł, aby był on utrzymany w tematyce psiej - tak właściwie to nigdy bardziej nie zastanawiałam się nad celem tej oto strony, ale tego jednego byłam pewna, jak tego że mam na imię Natalia. To była decyzja podjęta momentalnie - mało kto pamięta ten zielony wystrój, który zapodałam wam prawie rok temu, w ten czerwcowy wieczór.


Nigdy, jednak nie chciałam, aby blog stał się moim obowiązkiem. Nie mam i nie miałam zamiaru pisać tutaj z przymusu - ale czasami tak właśnie się czuje - a tego uczucia wolałabym nie doświadczać. I dlatego właśnie powstaje ten tekst. 

Górski nastrój jeszcze mnie nie opuścił (i nie opuści). Strzeżcie się!

Ostatnio wyleciałam ze swojej rakiety i wpadłam do czarnej dziury. 
A zaczęło się od tego, że nie miałam pomysłu na post. Niby coś tak głupiego, a może zepsuć humor na dobrą godzinę - tylko godzinę, bo szybko na ratunek przyszedł mi Instagram i opcja “wiadomości”.
I zebrało mi się na przemyślenia, czego owocem jest ten oto wpis, którego na początku nie chciałam pisać, trzymając się kurczowo swoich prawie rocznych postanowień. Tych o tym, że tutaj będzie bardzo o psach - dokładniej mówiąc. 

Mimo wszystko postanowiłam wziąć do ręki telefon i wyjaśnić sobie (sobie, bo ten wpis oprócz do was, adresuje do siebie - i do mojej główki, która czasami nie myśli tak jak powinna) to i owo.
Chciałam usiąść na fotelu i zacząć pisać z uśmiechem na twarzy - tak jak zawsze, kiedy miałam ochotę podzielić się z wami jakąś anegdotką. Ale od pewnego czasu tak tego nie odczuwam. 

Czuje się jak taka pęknięta opona, z której uchodzi powietrze - powoli, jednak jeżeli się postarasz, możesz jeszcze ją uratować. Rzucam, więc sobie koło ratunkowe. 


Czego wypadłeś tak fatalnie, w porównaniu do ostatniej notatki? Dlaczego mimo wszystko prawie nikt nie kliknął w tytuł? Co jest w tobie takiego beznadziejnego?
Takie pytania nasuwały mi się jeszcze wczoraj (czyli pięć dni przed publikacją tego oto tekstu), w kierunku posta, z poprzedniego tygodnia. Ale wiem już co poszło nie tak. I myślę, że Ty też powinieneś się domyślać. 


Niebawem wypada rok, odkąd udzielił mi się nastrój posiadania własnego miejsca w sieci - kto pamięta, kiedy działaliśmy pod starą nazwą, której tu nie przytoczę, bo uważam ją za takie pośmielisko, że szkoda gadać, no? 
Wówczas pisałam, kiedy mi się żywnie podobało i o całkiem błahych sprawach, a raczej o takich, które obecnie - moim zdaniem, nie wymagają tworzenia osobnego wpisu. 

Ach, doskonale wiem, że wówczas o tworzeniu i budowie bloga wiedziałam nie więcej niż nic. Nie miałam żadnych zasad czy reguł, do których mogłabym się trzymać. Może oprócz tej jednej, o której wspominałam na początku tekstu.
I byłam szczęśliwa, blog rozkwitał, a ja z nim. A niedawno coś zaczęło się psuć - zabrakło takiej dziecięcej beztroski, radości. 

I wiesz co? Ja chcę to zmienić - chociaż to raczej logiczne i przypuszczam, że skoro to czytasz, zdążyłeś już na to wpaść, psiarzu!

Czy tylko ja tak kocham surowe drewno? :D

Zrozumiałam (ale dociera to jeszcze do mojej podświadomości - taki słaby net mam w głowie, że dopiero 50% się załadowało), że nie warto stawiać bloga ponad swoje możliwości. To nie jest moja praca, ani mój obowiązek - Bark Side to strona, którą tworzę z przyjemnością, a nie z przymusu.
Wynagradzają mi to wasze komentarze; dobre słowa. 
Jeśli nie jesteś blogerem - nawet nie wiesz, jak podejście może zmienić jedna wypowiedź, pod postem. 

Podsumowując...

Wiesz co? Nikt nie będzie czytał twoich tekstów, kiedy zauważy, że kontaktujesz się z nim (w końcu blog to platforma, na której wymieniasz się swoimi poglądami z czytelnikiem), gdyż musisz. No właśnie. Dlaczego musisz?
Bo co przyjdą do ciebie śmierciożercy i Ten Którego Imienia Nie Wolno Wymawiać (zostało mi nieco ponad sto stron do końca książki - “Harry Potter i Książę Półkrwi” i jak widać nastrój mi się udziela)? Albo na herbatę wpadnie Darth Vader i dokona tytułowej - “zemsty Sithów”?

Na serio. Skoro nic takiego się nie wydarzy, to po co każesz sobie robić coś na siłę. Nie zmuszaj się do czegoś, co musi jeszcze poczekać, albo wymaga przemyślenia. Przecież Ministerstwo Magii poczeka, a gwarantuje Ci, że jeśli uraczysz ich tekstem, z którego nie będziesz zadowolony - to nie przyjmą ich dobrze.
A jak przyjmą to będzie Cię tylko dręczyć sumienie, że odzew mógłby być większy, jeśli byś się bardziej postarał.

Z jednej strony wydaje mi się, że kiedyś to zdjęcie tu wstawiałam, a z drugiej strony - chyba jednak nie. 

To jest, z resztą bez sensu robić coś, z czego tak naprawdę nie czerpiesz przyjemności - poczekaj. Przemyśl to wszystko, ogarnij gdzie popełniłeś błąd, bo potem będzie jeszcze gorzej.

I zadaj sobie kluczowe pytanie.

Po co zmuszasz się do pisania, skoro ma Cię to uskrzydlać, a nie wprawiać w zakłopotanie, kiedy nie wyrobisz się z wpisem?

You May Also Like

6 komentarze

  1. Ja pamiętam ten wystrój 🙋 I masz rację, surowe drewno (i w ogóle drewno) totalnie rządzi!
    Ale ja nie o tym; miałam napisać, że naprawdę mądrze piszesz i dobrze się to czyta. I masz rację w tym, co piszesz! Powodzenia :D Nie zmuszaj się do pisania (co nie zmienia faktu, że na niewymuszone teksty czekam z niecierpliwością)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wow! Nie wiedziałam, że widziałaś ten bolący w oczy, szablon! Bardzo współczuję tego widoku! ;)

      A co do komplementów, za które niezwykle dziękuję - publikując ten tekst, zastanawiało mnie bardzo, jak go przyjmie publiczność. Czy będą mieć takie same poglądy, jak ja? Może palnęłam jakąś gafę?
      Czułam się, jakbym publikowała pierwszy tekst w historii tego bloga. Serio!

      PS. Surowe drewno to jest hit i kropka.

      Usuń
  2. Dokładnie tak :) Blogowanie nie powinno stanowić dla nas przykrego obowiązku. Powinno być wręcz miłą odskocznią i sposobem na wyrażenie siebie. Mam tutaj na myśli,oczywiście blogi tworzone bez stricte celów zarobkowych, bo jednak w ich przypadku sytuacja się lekko zmienia, kiedy blog jest poniekąd również sposobem naszego utrzymania.

    Sama dałam się kiedyś złapać w pułapkę tworzenia wpisów, "bo trzeba". Bo co ludzie powiedzą, mimo że w głębi duszy czułam, że potrzebuję więcej czasu, aby jakiś wpis dopracować. To było jeszcze za czasów moich początków w blogosferze. Nigdy więcej ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dokładnie tak! Lepiej poczekać jeszcze kilka dni, a potem wrzucić coś lepszego, co z pewnością przyciągnie więcej osób. Mam nadzieję, że udało mi się to przekazać w tekście.

      Cieszę się, że mamy takie samo zdanie! ;)

      Usuń
  3. Masz sporo racji. Nieraz czytając blogi po prostu czuć, że autorowi brakowało zapału - takich postów nie czyta się z przyjemnością.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cześć Maja!
      Z góry przepraszam, że ta wypowiedź pojawia się dopiero teraz. Nie jestem przyzwyczajona, że ludność tutaj bytująca korzysta z przycisku "dodaj komentarz". Mniejsza o to...

      Nie chciałam konkretnie odnosić się do tego w poście wprost (a przynajmniej pamiętam, że taki miałam zamiar; nie pamiętam już co tu pisałam :P) do tego zjawiska, bo zwyczajnie go nigdy nie widziałam. A wychodzę z założenia, że jak mam nikłe doświadczenie w jakimś temacie to staram się nie paplać, jak osiedlowe babcie.

      I dzięki za komentarz! :)

      PS. Ludności piszcie do mnie (IG: @barkside.pl / FB: Bark Side), jak się niecierpliwicie to będę ogarniać to szybciej.

      Usuń

Co sądzisz o tym co właśnie przeczytałeś? ;) Podzielasz moją opinię? A może chciałbyś jeszcze o coś zapytać? Zakomunikuj mi to, dodając komentarz - z pewnością go przeczytam i odpowiem!